“You gotta make it your own
way
But you'll be alright now sugar
You'll feel better tomorrow
Come the morning light now baby…”
But you'll be alright now sugar
You'll feel better tomorrow
Come the morning light now baby…”
Anastazja przez chwilę bawiła się papierosem aż w
końcu przygryzła go delikatnie zębami i uniosła zapalniczkę. Ogień błysnął
rozjaśniając na moment ciemny pokój, w którym się znajdowała. Teatralnym gestem
chwyciła papierosa pomiędzy wskazujący, a środkowy palec, a następnie mocno się
zaciągnęła. Zanim zdążyła przymknąć oczy i wypuścić obłok dymu przez rozchylone usta wyobraźnia już serwowała jej znajome
obrazy. Anastazja cicho zakaszlała, ale nie zwróciła na to uwagi. Myślami była
już daleko, w Sankt Petersburgu. Czuła chłodną, morską bryzę owiewające jej
twarz, kiedy siedziała ze znajomymi w porcie. Dokładnie widziała mały kiosk, w
którym zawsze po dobrej cenie i bez nieprzyjemności kupowali papierosy i
alkohol. Pamiętała także ten wieczór, kiedy nie do końca trzeźwi włóczyli się
po mieście, a ludzie patrzyli na nich z pogardą przeklinając rosyjski system
edukacyjny. Rówieśnicy omijali ich szerokim łukiem czego Anastazja nie zapomni
do końca życia. Nie była tak odporna na komentarze pod jej adresem jak
chociażby jej przyjaciółki, które każde krzywe spojrzenie umiały skwitować
dźwięcznym frazesem „pieprzyć ich” i
chwiejnie iść dalej… Anastazja chciała
czegoś więcej. Pragnęła widzieć uznanie w ich oczach, żal za pochopne sądy.
Teraz miała szansę wszystko zmienić i nie zamierzała tej okazji zmarnować…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz