sobota, 20 października 2012

Rozdział II



“I know it's hard to keep an open heart 
When even friends seem out to harm you 
But if you could heal a broken heart 
Wouldn't time be out to charm you..”

Miśka energicznie potrząsała głową w rytm jednej z piosenek Guns n Roses jednocześnie uderzając zręcznymi ruchami w talerze perkusji. Była tak skupiona na grze, że dopiero po chwili usłyszała podniesione głosy dochodzące z pokoju obok.  Ostrożnie wyciszyła perkusję, usiadła na sofie obitej szarą skórą i z dziecinną wręcz ciekawością przyłożyła ucho do ściany. Po chwili jednak zdała sobie sprawę, że odgłosy kłótni słychać w całym domu i nie musi się wydurniać. Rozparła się wygodnie na czerwonych poduchach i zamieniła w słuch.                                                           
–Wiedziałam! Ja pierdolę, wiedziałam!-usłyszała donośny głos swojej starszej siostry, a następnie trochę cichszy, uspokajający ton Maćka. „Gdybym tylko ja była na jej miejscu…”-pomyślała Miśka, ale natychmiast zganiła samą siebie zanim zdążyła dokończyć zdanie. Obiecała sobie przecież, że nie będzie zazdrosna. Maciek wolała Lenę i to był jego wybór, a ją to gówno powinno obchodzić. „Tak, właśnie tak!”-zawzięła się w duchu przypominając sobie o swoich wcześniejszych postanowieniach.
–Prawdziwe True Metal Love Story…-nie mogła się jednak powstrzymać od złośliwego komentarza, który rzuciła niby od niechcenia, od tak, wcale nie ubolewając nad swoja niespełniona miłością. Już miała założyć słuchawki i na cały regulator puścić AC/DC, kiedy usłyszała trzask zamykanych drzwi. Na chwilę stanęła w bezruchu zawieszona pomiędzy oknem, a drzwiami zastanawiając się czy pocieszyć Lenę czy rozpaczliwie rzucić się w stronę okna. Ostatecznie emocje wzięły górę nad rozsądkiem i mimo swoich wcześniejszych postanowień Miśka przylgnęła do szyby przeklinając w duchu swoją słabą wolę. Maciek właśnie zmierzał w stronę bramy wjazdowej. Delikatny wiatr rozwiewał jego długie blond włosy, kiedy kroczył majestatycznie w swoich znoszonych martensach. Miśka głośno przełknęła ślinę z obawy, że za moment się rozklei mocząc swoja ulubioną koszulkę z Axlem.
–Life is  brutal and sometimes kopas w dupas…-wycedziła jednak przez zaciśnięte zęby powstrzymując się przed płaczem i rzuciła się na łóżko. Dla podniesienia dramaturgii sytuacji wcisnęła na uszy słuchawki i najgłośniej jak się dało puściła „Don’t Cry”. W tym samym czasie, za ścianą dzielącą pokoje sióstr Lena wypłakiwała się przy tej samej piosence z tą różnicą, że była zbyt dumna by się przyznać do czegokolwiek co mogłoby uchodzić za przesadne okazywanie uczuć. Była przecież metalóvą, dziewczyną pięknego metala. Chyba… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz